skip to Main Content
Lovissimo, podsumowanie

Zawód fotograf. Do tego trzeba dojrzeć

Nie mów o mnie “pani fotograf” – tak zdarzało mi się myśleć jeszcze pół roku temu. Dlaczego? Bo wtedy czułam się jeszcze kierownikiem projektów marketingowych na wakacjach od korpoświata. Do określenia “fotograf” musiałam dojrzeć, musiałam je przepracować, musiałam znaleźć potwierdzenie tego określenia w odbytych szkoleniach, zrealizowanych sesjach, pozytywnych opiniach usłyszanych od klientów i wreszcie, wystawionych fakturach. Dopiero teraz, prowadząc własną działalność, siedząc przed monitorem w swoim biurze, swoim studiu, pisząc ten tekst z przerwami na telefony od klientów, mogę powiedzieć – jestem fotografem. Zawodowym.

Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że w ciągu dwunastu miesięcy tyle się zmieni i że tak się rozwinę w dziedzinie, o której nigdy na poważnie nie myślałam w kategoriach zawodowych, pomyślałabym, że ma bujną wyobraźnię. Życie jednak potrafi pozytywnie zaskoczyć.

Spełnienie marzeń

“Skąd ten pomysł?” – to pytanie słyszę często od konkurencji i kolegów z etatu. Z odwagi, z brawury, z szaleństwa… nie wiem. Przyszedł taki dzień, kiedy poczułam, że chcę spełnić swoje odwieczne marzenie – fotografować, nie tylko hobbystycznie. Uwierzyłam, że mogę, że dam radę. Ogromne znaczenie miało tutaj wsparcie ze strony mojego męża, który zawsze wierzył w moje pomysły, może nawet bardziej niż ja, i co najważniejsze – popychał mnie do ich realizacji, kiedy mi brakowało zdecydowania. Powiem więcej – gdyby nie on, raczej nie podjęłabym ryzyka prowadzenia własnego biznesu, postawienia wszystkiego na jedną kartę i poczynienia w tym kierunku ogromnych inwestycji. Bo gwarancji powodzenia tego przedsięwzięcia nikt mi nie mógł dać.

Ale marzenia same się nie spełniają. Zawsze trzeba im trochę pomóc. A jeśli pomoc ta nabiera wymiaru 24/7 i zamienia się w intensywną pracę na pełnej mocy, w której nie ma miejsca na porażki i odpoczynek, za to jest pełne pole do popisu w temacie spełniania oczekiwań klientów i doskonalenia warsztatu, to takie marzenie staje się poważnym życiowym projektem do zrealizowania. Pięknym projektem, jednym z bardziej satysfakcjonujących.

Studio

Tak naprawdę, w najśmielszych planach na rozwój działalności fotograficznej, nie brałam pod uwagę założenia studia. Na pewno nie tak szybko. Pierwsza myśl o założeniu studia pojawiła się chyba w maju. I znowu – rozterki, wątpliwości, czy podołam, czy będzie zainteresowanie, czy będą klienci. Wynajęłam maleńkie pomieszczenie biurowe, pod kątem fotografii noworodkowej, które już po kilku tygodniach zaczęło mnie ograniczać. Na sesje z udziałem osób dorosłych musiałam wynajmować studio na godziny od innego fotografa. Dość szybko zapadła decyzja o przeprowadzce do większego lokalu, co finalnie nastąpiło dopiero w październiku. Nie jest łatwo znaleźć lokal z odpowiednimi warunkami do prowadzenia tego typu działalności. Udało się, jest idealnie. Stara, przedwojenna kamienica, z widokiem na zamek, tylko dodaje klimatu temu miejscu.

Nauka od najlepszych

Wychodzę z założenia, że jeśli się uczyć, to tylko od najlepszych. I bezustannie. Mam takie postanowienie, że każdego roku będę uczestniczyć w co najmniej dwóch szkoleniach u fotografów uznawanych za najlepszych w Polsce, a z czasem może i poszerzę grono wykładowców do światowych sław.

W 2018 roku zrealizowałam plan z nadwyżką. Zaczęłam skromnie, bo od kursu fotografii studyjnej w Rzeszowie, u Marcina Plezi, na który trafiłam trochę przypadkowo, a może tak mi się tylko wydaje. W każdym razie poziom tego szkolenia bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i polecam je każdemu, kto stawia pierwsze a nawet drugie kroki w fotografii i chce się nauczyć świadomego operowania światłem w warunkach studyjnych. Tym bardziej, że cena za ten kurs jest bardzo niska, jak na to, co można z niego wynieść.

Następnie, już zupełnie nieprzypadkowo, wybrałam się na trzydniowe szkolenie u fantastycznej fotograf rodzinnej, Ani Podsiedlik, która najpierw namieszała mi w głowie, potem poukładała w niej na nowo, aby na koniec powiedzieć “Dasz sobie radę Natalia!”. W ciągu tych trzech dni przeszłam ogromy skok rozwojowy jeśli chodzi o warsztat, obróbkę i prowadzenie biznesu fotograficznego. Po warsztatach u Ani wiedziałam już, że pieniądze wydane na dobre szkolenia są najlepszą z możliwych inwestycji w tej dziedzinie.

Nie myśląc zbyt długo, zaczęłam szukać odpowiednich warsztatów fotografii noworodkowej. I znalazłam – u Basi Pietrzak, która życzliwością, dobrocią, uśmiechem i ciepłem potrafi hipnotyzować, szczególnie noworodki. Gdyby Basia prowadziła zajęcia w szkołach rodzenia, młode matki nie doświadczałyby baby bluesa. Basia, dziękuję! Moje sesje przed szkoleniem i po szkoleniu u Ciebie, to dwie zupełnie różne bajki.

Wbrew pozorom, jedną z najbardziej złożonych dziedzin fotografii jest fotografia ślubna, jeśli oczywiście chce się ją wykonywać na właściwym poziomie. Tutaj trzeba być i portrecistą, i reporterem, i fotografem mody, i psychologiem, i bajkopisarzem w jednej osobie. Od dawna zachwycają mnie i inspirują reportaże ślubne sympatycznego duetu Malachite Meadow. Dlatego właśnie do nich wybrałam się po solidną dawkę wiedzy, szlifowanie warsztatu i konstruktywną krytykę.

Ale rozwój to nie tylko warsztaty i szkolenia. To setki zdjęć oglądanych i analizowanych każdego dnia, to tysiące inspiracji, to dziesiątki godzin spędzonych na słuchaniu wywiadów z najlepszymi tego świata i oglądaniu tutoriali na YouTube. Jest też kilka książek, które wciąż czekają na przeczytanie.

Co dalej

Rok 2018 był rokiem prawdziwej rewolucji w moim życiu. Kiedy teraz przypominam sobie wszystkie wydarzenia, które zaprowadziły mnie do miejsca, w którym się teraz znajduję, to myślę, że w życiu nie ma przypadków. Szczególnie wtedy, kiedy wkracza się na jedyną właściwą drogę. Po rewolucji przychodzi czas na budowanie nowego porządku i nowej jakości. I taki mam cel na 2019 rok. Uporządkowanie i ustabilizowanie oferty, wprowadzenie do niej kilku nowych ciekawych pozycji, jeszcze lepsze trafienie w gusta i oczekiwania moich klientów. W dalszym ciągu stawiam na intensywny rozwój, podnoszenie kwalifikacji i uczenie się od najlepszych. Z kilkoma znanymi fotografami prowadzę już rozmowy na temat odbycia u nich szkoleń.

A marzenia? Jest takie jedno… popracować przez jeden dzień z pewną Holenderką.

Natalia Kielur

Porzuciła ciepłą posadkę na etacie w swoim wyuczonym zawodzie (zarządzanie projektami z dziedziny marketing & public relations), aby robić to, co pasjonuje ją najbardziej. Uwiecznia szczęśliwe chwile, ulotne spojrzenia i czułe gesty. Chce zatrzymywać uśmiech i wywoływać go swoimi fotografiami, otaczać się pięknem i tworzyć je. Szczęśliwa żona i matka, nieprawdopodobnie zakochana w swojej 2-letniej córce, a także autorka bloga www.biegunwschodni.pl.

Back To Top